Historia parafii


BUDOWA KAPLICY

W 1840 r. Kryrzanie zwrócili się do księcia pszczyńskiego Anhalta z prośbą o udzielenie im zezwolenia na budowę kaplicy. Nieśmiało, jakby na marginesie sprawy dodali wtedy, żę chcą, by kaplica miała małą wieżę. Poinformowano również, że działkę pod budowę odstąpi sidłok Niedziela i że znajduje się ona naprzeciw szkoły. Równocześnie poproszono o zezwolenie na wypalanie potrzebnej cegły.

Książę, już 1 sierpnia 1840r., przesłał do Zarządu Klucza w Mizerowie pismo, w którym zaznajomił tamtejszego Obertmanna z tą sprawą. Dodał przy tym, że kaplicę zamierza się budować 10 kroków od drogi, co jego zdaniem jest niewystarczającą odległością. Nie był jeszcze chyba wtedy świadomy, że ambicją Kryrzan jest wybudowanie kaplicy większej niż ta, która stanęła na Sikowcu. Kryrzanie, znająć, „oszczędnego” dla tego typu przedsięwzięć księcia, nie poinformowali go początkowo o szczegółach swych planów.

Od tego czasu spraw budowy stała się realna. Pismem z 1 września 1840r., kancelaria książęca uczyniła odpowiedzialnym za prawidłowy przebieg budowy Zarzą Klucza w Mizerocie. Kategorycznie zalecono, by odległość kaplicy od drogi ustalić na 20 kroków, zaś budowę rozpocząć w 1841r.

Mimo przyzwolenia książęcego, które pośrednio wynikało z pism kierowanych do mizerowskiego Zarządu, krzyrzanie, w poważnej części jeszcze wówczas niepiśmienni, uważali, że nie posiadają dotąd formalnej zgody na budowę. Dotychczasowe ustne i pośrednie przyzwolenie nie satysfakcjonowało ostrożnych chłopów. Mieli już w tym czasie spore doświadczenia w kontaktach z władzą książęcą.

26 listopada 1840 roku, upełnomocnieni delegaci krymskiej gminy, przybyli w tej sprawie do książęcego Urzędu Okręgowego w Mizerowie. Mizerowski urząd nie śpieszył się. Miał przecież do czynienia z chłopami pańszczyźnianymi (uwłaszczenie było w toku), których nie traktowano jak równorzędnych partnerów w urzędniczym postępowaniu, choć ich głosem zaczęto się już wówczas liczyć. Pod naciskiem chłopów, Zarząd przekazał ich żądania księciowi 26 lutego 1841 r.

Reakcja księcia, o dziwo, była pozytywna. Już nazajutrz sporządzono dokument zezwalający na budowę. Zastrzeżono w nim, że zgodnie ze wcześniejszym zobowiązaniem, koszty budowy ponosić będzie wyłącznie wieś.

W 1841 roku zwrócono się o pomoc do sąsiednich wsi, które wchodziły do parafii suszeckiej. Rozgoryczeni Kryrzanie nigdy więcej nie prosili już sąsiadów o pomoc, gdyż okazało się, że podarowana im cegła na budowę, to był po prostu ceglany złom.

W raporcie Zarządu Klucza do księcia z 26 maja 1841r. donosi się, że budowa posuwa się bardzo wolno, gdyż wieś sama ponosi jej koszty. Słabemu tempu robót nie należało się dziwić, gdyż rok wcześniej ukończono budynek szkolny, co mocno nadwyrężyło zasoby gminy. Ludzie mieli nadzieję, że książę im pomoże. Mizerowski raport zaniepokoił księcia, który zrozumiał, że bez jego pomocy się nie obejdzie. W kolejnym piśmie do Zarządu Klucza stwierdził, że jeśli gmina sama nie może dać sobie rafy, to powinna rozłożyć w czasie tę budowę. Niewiążąco obiecał, że w przyszłości zastanowi się nad formą ewentualnej pomocy. Kryrzanie nie rezygnowali. Podtrzymywali d dotychczasowe wnioski o pomoc, a nawet dokładali nowe żądania. Prosili o pomoc w zakupie organów. Książę był jednak niewzruszony. Korespondencja i przyjazdy delegatów gminy do Pszczyny stały się częstsze. Molestowany na wszelkie sposoby urząd książęcy zrezygnował z dalszego oporu. 5 lipca zapytano Krzyżan, jak drogie będą organy i jakimi środkami na zakup wyposażenia dysponuje gmina. W odpowiedzi na to, Kryrzanie z sarkazem odpisali, że gmina poczyniła poważne postępy w wydaniu resztek pieniędzy. Odczuwa się kłopoty z wykończeniem wnętrza. Niedawno; dodali; ukończono budowę szkoły i ludzie są zmęczeni stałymi ofiarami. „Nie zamierzamy wam dalej pomagać”odpisała na to książęca Kamera; „gdyż waszym celem jest odłączenie się od parafii w Suszcu.”; Był to oczywisty wykręt. Ewangelickiemu Anhaltowi obce były losy parafii. Nadarzała się jednak okazja by pod pozorem troski o pomoc, wykpić się od pomocy. W pierwszej połowie 1843 roku prace przy kaplicy były ukończone. 15 lipca tego roku benedykował ją wrocławski bp sufragan Daniel Lutasek. On też pierwszy odprawił w niej mszę świętą. Tradycja ustna przekazała, iż miał się on wówczas wyrazić, że upłynie sto lat, nim Kryry doczekają się własnego księdza. Przepowiednia spełniła się z trzyletnim wyprzedzeniem.

 

PO POŚWIĘCENIU KAPLICY

Jeszcze przed przybyciem bpa Latuska, Kryrzanie umówili się z ówczesnym proboszczem susieckim, ks. Mrozikiem, że w nowej kaplicy odprawiane będą w ciągu roku 4 msze święte, a mianowicie w drugie święto Bożego Narodzeniak Wielkanoc, Zielone Świątki i odpust św. Karola Boromeusza. Zakończyła się I wojna światowa i powstania śląskie. Górny Śląski znalazł się w granicach odrodzonego państwa polskiego. Wnet też powstała diecezja katowicka. Krzyczani, pomni dążeń swych dziadów do własnej świątyni, postanowili ją rozbudować. Rozpoczęło się gromadzenie potrzebnych środków. Był rok 1927. Starym zwyczajem kwestę zaczęto od księcia. W tym czasie we wsi panowało wysokie bezrobobocie. Rozbudowa kaplicy wypadła bowiem w bardzo niesprzyjającym okresie, kiedy to rozpoczynał się wielki kryzys gospodarczy. Wieś była biedna, gdyż kryzys na równi dotknął zarówno chłopów, jak i robotników. 27 listopada 1927 roku gmina ponownie wystąpiła do księcia o pomoc. Dyrekcja księcia pszczyńskiego uprzejmie odpowiedziała, że sprzyja zamierzeniom Kryrza, ale na jej pomoc nie należy liczyć. Wystarczy, że książę na ten cel wpłacił za trzy lata z góry dzierżawę za polowania na wschodnich polach kryrskich. Trzeba tu wyjaśnić, że za prawo polowania na chłopskich polach myśliwy wnosił wówczas zarządowi gminy roczną opłatę w wysokości 6 zł za 1 ha, co stanowiło równowartość 6 kg cukru. W okresie rozbudowy kaplicy, gromadziła je na ten cel gmina, na co wówczas wyrazili zgodę także miejscowi ewangelicy. Inicjatorzy rozbudowyy, po odmowie pomocy ze strony księcia, znaleźli się w trudnej sytuacji. Do nieporozumień doszło również z proboszczem suszeckim, który radził dobudowanie prowizorycznych wiat, by chroniły przed deszczem. Po negocjacjach, widząc, że uparci Kryrzanie nie ustąpią, zgodził się na rozbudowę w kierunku drogi, czego nie zaakceptowali Kryrzanie. W późniejszej fazie spór toczył się o ołtarz główny. Inwesotorzy upierali się, by był on wolnostojący, by można było za nim przechodzić. Wszystko to pogarszało atmosferę stosunków pomiędzy wsią a proboszczem. Ówczesny proboszcz suszecki, znany patriota, był ceniony przez Kryrzan jako duszpasterz, a także lubiany przez młodzież i dzieci za jego ojcowski stosunek do nich. Nie widział on jednak potrzeby popierania Kryrzan w ich poczynaniach, gdyż dostrzegał w tym chęć usamodzielnienia się wsi, kontynuację stuletnich dążeń do utworzenia własnej parafii. Roboty przy kaplicy, które polegały na dobudowie transeptu i prezbiterium zakończono w 1928 roku. trudności finansowe spowodowały, ze sklepienie wykonano we własnym zakresie i przy wykorzystaniu niekonwencjonalnej technologii. Obawiano się przy tym o trwałość wykonanej roboty. Witraż główny z wyobrażeniem św. Karola Boromeusza jest szkoły

krakowskiej, a ufundował go majątek kryrski. Kosztował wówczas 800zł. Sąsiadujące z nim witraże boczne są fundacji rodziny Świerkot. Pseudowitraże w transepcie, dziś już nie istniejące, sprawili parafianie Zegrodzki, Twardawa, Folek. Ławki wykonał stolarz z Wideków, Spora. Zachowano stare ołtarze i organy. Nową ambonę wykonał miejscowy artysta rzeźbiarz Jan Piszczek. W 10-tą rocznicę powstań śląskich odsłonięto w południowo  wschodniej części placu kościelnego pomnik powstańcy. Pomnik poświęcono poległemu w III powstaniu Kryrzaninowi Augustowi Piszczkowi. Pomnik został rozebrany na polecenie hitlerowców we wrześniu 1939 roku. Mniej więcej w tym samym czasie 10 lat później, ks. Kubica ufundował, niejako w zastępstwie tego pomnika, kamienny krzyż z napisem: Obrońcom ojczyzny.

ORGANY

Z zachowanych w pszczyńskim archiwum książęcym materiałów wiadomo, że Kryry kupiły organy w połowie 1842 roku. Nie wiemy jednak od kogo je nabyto i jaka wyprodukowała je firma. Zastanawia natomiast ich stosunkowo niska cena (170 talarów). Miejscowa tradycja głosi, że powchodziły one z nieokreślonego żeńskiego klasztoru na Dolnym Śląsku. Inna wersja głosi, że pochodzą one ze starego kościoła parafialnego w Suszcu.

W związku z budową nowego balkonu (pawlacza), organy musiały być w 1985 roku zdemontowane. Jednocześnie postanowiono poddać je remontowi i przebudować (powiększyć). Ks. Proboszcz, Benon Hornik, poprosił ks. Tarsycjusza Sinkę, by w tym celu opracował stosowny projekt. Ten zadecydował o położeniu dwóch głosów. Chodziło mianowicie o Principal 8 i 3-rzędową Mixturę. Zaprojektowano również nową szafę

organową, gdyż stara była zupełnie zniszczona przez szkodniki drewna. Wykonał ją miejscowy mistrz stolarski Tadeusz Matejaszczyk. Sam instrument został gruntowanie odremontowany i powiększony przez firmę organmistrza Rudolfa Kuźnika z Rybnika. W miejsce modnego dawniej Sub, zastosowano Super, który nadaje organom brzmienie barokowe.

 

(źródło: Orlik Z., „Gmina Suszec”, Suszec 1994)