Rok Kapłański, cz. 20

SPRZECIWY ZE STRONY DUCHOWIEŃSTWA.

Szatan, który zawsze chce walczyć z dobrem, nie zaniechał też tej walki wobec świętego proboszcza z Ars. Co najgorsze posłużył się w tej walce nawet ludźmi, którzy powinni być szczególnie wyczuleni na ataki szatana, czyli współbraćmi św. Jana Marii Vianney w kapłaństwie. Niestety i ludzi duchownych dotykała wada i słabość zazdrości; widząc tak wielką popularność proboszcza z Ars i to, że tylu ludzi zjeżdżało do niego do spowiedzi, słuchało jego kazań i uczestniczyło w jego nabożeństwach, tymczasem ich kościoły świeciły pustkami, księża okoliczni zaczęli szemrać przeciw niemu i krytykować go. Uważali, że ks. Vianney jest człowiekiem ekscentrycznym i zyskałby wiele na tym, gdyby się zmienił i postępował, jak wszyscy inni księża.  Surowo krytykowano jego ubiór  i w sposobie zachowania  się widziano tylko zamiłowanie do oryginalności. Dziwactwem nazywano to, co u świętego proboszcza wypływało z doskonałej intencji. Ks. Vianney czasem oddawał biedakom nowe buty, sam dobrowolnie, celem umartwienia się i w duchu pokory, nosił zawsze wytartą sutannę, stary kapelusz i łatane trzewiki.  Nawet na spotkania i konferencje dla duchownych przybywał tak ubogo ubrany, iż budził w konfratrach politowanie. Ale niektórzy posądzali go o sknerstwo. „Czyżby nie mógł, nawet przy szczupłych dochodach, sprawić sobie przyzwoitego odzienia?” – mówili między sobą. Innym znowu zdawało się, że postępując tak, okazuje brak zdrowego rozsądku, a jeszcze innym, że z jego strony to obłuda, zamaskowana pycha i chęć zwrócenia na siebie uwagi. Stąd wśród duchowieństwa rozpowszechniła się wielka nieżyczliwość wobec świętego proboszcza i ci biedni księża nawet nie rozumieli, że stali się narzędziami w rękach szatana. niejednokrotnie cierpko żartowano sobie , w oczy lub też poza oczami, z ks. Vianney, ale on pogodnie przyjmował te niemiłe sytuacje, a nawet sam z uśmiechem mawiał: „Kto powie choćby tylko: ‚Proboszcz z Ars’ , ten już wszystko powiedział”. Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 20

Rok Kapłański, cz. 19

ŚWIĘTA FILOMENA.

Rzadko się zdarza,by do kogoś, jeszcze za jego życia, urządzano tłumne pielgrzymki, by czczono żywego człowieka, jak relikwię. Tymczasem cicha dotąd wioska w Ars była świadkiem tego zjawiska. Od roku 1827 do 1859 kościół w Ars nigdy nie był pusty. Wieści o proboszczu z Ars rozchodziły się szybko, do proboszcza z Ars zaczęli przybywać ludzie z miejsc oddalonych nawet ponad sto kilometrów od Ars. Zrazu nie wszyscy oczywiście przybywali z pobożności, wielu było po prostu ciekawskich. Podziw budził też fakt, że proboszcz z Ars czyta w sumieniach i czyni cuda. największymi cudami jednak były nawrócenia grzeszników, którzy po wielu latach spowiadali się u proboszcza i zmieniali swoje życie.Mówiono, że misjonarze muszą biec do obcych krajów za grzesznikami, a za ks. Vianney grzesznicy sami biegają. Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 19

Rok Kapłański, cz. 18

PROBOSZCZ Z ARS I SZATAN.

Przez blisko trzydzieści lat, od 1824 do 1858 roku święty proboszcz doznawał zewnętrznej udręki ze strony szatana. Szatan próbował obrzydzić mu modlitwę, surowość życia, trudy apostolskie łudząc się, że w ten sposób zmusi go do porzucenia pracy duszpasterskiej i niezwykłej gorliwości w służbie Bożej. Wynik był wprost przeciwny do oczekiwanego przez szatana, Ks. Vianney pomnożył modlitwę, posty i pracę nad duszami. Szatan zaczął więc fizycznie gnębić i nękać świętego, np. w nocy słyszał rozdzierane firanki i myślał, ze to szczury, ale rano firanki były nietknięte. Sam proboszcz nie był człowiekiem łatwowiernym ani egzaltowanym, więc nie przypuszczał, by to szatan chciał go atakować. Wieloletni lekarz ks. Vianney, dr Saunier, zaświadczył o niezwykłym zrównoważeniu  proboszcza i o jego psychicznej równowadze, więc nie owe odgłosy, które później proboszcz słyszał, to nie były to jakieś halucynacje czy omamy. W nocy słyszał często łomotanie do drzwi i krzyki na podwórzu, ale gdy odważnie wychodził na zewnątrz, nikogo nie zastawał. Doszło nawet do tego, że wystraszony tymi powtarzającymi się hałasami, poprosił jednego z wieśniaków, by z bronią dotrzymał mu towarzystwa. Gdy w nocy powtórzyły sie te przerażające odgłosy, na drugą noc wieśniak za nic w świecie nie chciał już dotrzymywać towarzystwa ks. proboszczowi. Kiedy innych ludzi ze wsi poprosił  do  ochrony, to szatan zastosował taki wybieg, że ci z kolei nic nie słyszeli. Dopiero, kiedy w okresie zimowym usłyszał ogromny hałas na podwórku, rżenie koni i obcą mowę, jakby jakieś wojsko zajechało, a na śniegu nie było żadnego śladu, święty zrozumiał od kogo to pochodziło. Po czasie też ks. Vianney, jak się później zwierzał, zauważył, że szatan szalał zwłaszcza przed dniem, w którym miał do niego do spowiedzi przyjść jakiś wielki grzesznik. Potem dochodziło do tego, że w nocy na probostwie ks. Vianney słyszał najróżniejsze odgłosy, huki i stukanie, a nawet odgłosy zwierząt. W czasie, gdy do Ars zaczęło się zjeżdżać coraz więcej ludzi do spowiedzi i ks. Vianney musiał już po północy iść do kościoła spowiadać, te ataki szatańskie stały się na tyle uciążliwe, że kilka nocy pod rząd nie zmrużył oka, by wypocząć.  Znane są też jednak liczne świadectwa osób poważnych o tym, że ks. Vianney rzeczywiście był atakowany przez szatana. Ta niezwykła zdolność panowania nad szatanem była też powodem, że ks. Vianney został przez biskupa upoważniony do korzystania z władzy egzorcysty. Znane są też liczne przypadki uwolnienia przez świętego proboszcza ludzi przybywających do Ars z opętania. Święty proboszcz bardzo ostro występował przeciw seansom spirytystycznym, wiedząc, ze przez nie ludzie sami pchają się w szpony szatana. Walczył z tym bezwzględnie i nawet swoim penitentom wypominał to w spowiedzi, choć nie mówili o tym.Dopiero pod koniec swego życia święty został uwolniony od ataków szatana i już więcej nie cierpiał z tego powodu, choć sypiać nadal nie mógł, bo dręczył go uporczywy kaszel.

Rok Kapłański, cz. 17

ARS JUŻ NIE ARS!

Ars zmieniło wreszcie duchowe oblicze. Do wdowy Fayot z Les Noes, u której Ks. Vianney ukrywał się w czasie swojej nieudanej służby wojskowej napisał w roku 1823 takie słowa: „Znajduję się na małej parafii, głęboko religijnej, która służy Panu Bogu z całego serca”. Była to bardzo pochlebna opinia swojej parafii i choć wiele jeszcze pozostawało do zrobienia, naprawdę pod wpływem świętego proboszcza ludzie się odmienili. W 1827 roku sam proboszcz na jednym z kazań powiedział: „Bracia moi, Ars, już nie Ars! Słuchałem spowiedzi i mawiałem kazania na nabożeństwach w innych parafiach, podobnej jednak zmiany na dobre, jak tu, nigdzie nie znalazłem”. Można było spotkać młodych ludzi prowadzących zaprzęg z koronką w ręku. Ludzie odzwyczaili się kląć i śpiewać plugawe piosenki. Stosując się do poleceń proboszcza nie zaniedbywano modlitw przed i po jedzeniu, odmawiano trzy razy dziennie „Anioł Pański”. Pobożny zwyczaj nakazywał wkopywać wiosną w ziemię krzyżyki, by zapewnić urodzaje. Dbał o życie rodzinne swoich parafian. Do tych dni, gdy praca nad duszami w konfesjonale nie zabierała mu coraz więcej czasu, chętnie odwiedzał rodziny i pytał o wszystko, i o materialne sprawy, a przede wszystkim o duchowe.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 17

Rok Kapłański, cz. 16

DOM OPATRZNOŚCI W ARS.

Ars nie posiadało szkół zasługujących na tę nazwę. nie było tam na stałe nauczyciela, tylko w zimie, gdy nie było prac polowych sprowadzano obcego nauczyciela by uczył dzieci niezbędnych podstaw pisania i czytania. Ks. Vianney za własne pieniądze kupił dość duży dom koło kościoła, wybrał dwie skromne i pobożne dziewczyny i posłał je do Sióstr Św. Józefa w Fareins, by tam zdobyły niezbędne wykształcenie do prowadzenia szkoły. Bezpłatna szkoła dla dziewcząt został otwarta w listopadzie 1824 roku, a niebawem zaczęto przysyłać tam dzieci z innych wsi. Rodzice mieli tylko dostarczyć łóżek, pościeli i zapasów żywności. Często zdarzało się, iż niespodziewanie ktoś posyłał do tego pensjonatu różne rzeczy czy żywność, więc placówka przyjęła tytuł „Domu Opatrzności’.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 16

Odpust parafialny 2009

Odpust parafialny 2009W niedzielę, 8 listopada, nasza Parafia obchodziła swój odpust ku czci św. Karola Boromeusza. Uroczystościom przewodniczył ks. kanonik Jerzy Kolon, emerytowany proboszcz parafii pw. Św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Suszcu. Odprawił on sumę o godz. 11.00 oraz głosił Słowo Boże podczas wszystkich Mszy świętych.

W kazaniu ubranym w formę dialogu z Karolem Boromeuszem, przekazał nam słowa, jakie święty Karol mógłby powiedzieć dziś do każdego z nas.  Postać Patrona, św. Karola, pokazuje co tak naprawdę liczy się w życiu i co daje szczęście. Mediolański Święty pochodził z zamożnego rodu, posiadł wiele zaszczytnych tytułów miał wielki majątek, ale nie to sprawia, że wspominamy go po prawie 500 latach. Nie godności ziemskie, ani pieniądze zadecydowały o jego szczęściu i świętości, ale otwarte dla drugiego człowieka serce. Ten człowiek odziany w purpurę kardynalską pochylał się nad ludźmi chorymi, biednymi, zakładał sierocińce, szpitale, wychodził na ulice, aby zauważać i pomagać ludziom w potrzebie. Św. Karol uczy nas dzisiaj przemieniać nasze środowiska, rodziny, parafie i czynić miłość wokół siebie.

Podczas uroczystej sumy liturgię uświetniła orkiestra z Goczałkowic. Po Mszy świętej wzięliśmy udział w procesji z Najświętszym Sakramentem. Na zakończenie poleciliśmy Chrystusowi przez wstawiennictwo św. Karola całą parafię i odśpiewaliśmy dziękczynne Te Deum.

W galerii naszej strony można zobaczyć kilkanaście zdjęć z tej uroczystości.

Rok Kapłański, cz. 15

ZDOBYCZE DLA BOGA I PRACE APOSTOLSKIE.

Jednak nie tylko same ciernie wyrastały na glebie powierzonej ks. Vianney, rozkwitały tam również wonne kwiaty niewinności i pobożności.Utworzył stowarzyszenie Najświętszej Eucharystii, by zgromadzić wokół siebie grono osób, które wraz z kapłanem tworząc serce parafii, dopomagałyby mu w dziele wnikania do wnętrz dusz i zdobywania ich dla Boga. Na ich czele stanęła dziedziczka Ars, starsza panna des Garets. Tak więc zanim jeszcze do Ars zaczęły przybywać tłumy pielgrzymów, codziennie w kościele trwały na adoracji Najświętszego Sakramentu pobożne osoby. Ksiądz Vianney sądził też słusznie, że parafia dopiero wtedy wdroży się poważnie do praktyk religijnych, gdy uda mu się zdobyć dzieci i młodzież. Wiedział też, iż podstawą pobożności jest modlitwa, którą notorycznie w Ars wszyscy zaniedbywali, zwłaszcza modlitwa wspólna w rodzinach. Niemniej jednak wkrótce już w Ars widziano ludzi ściągających zewsząd do kościoła na wieczorny spólny pacierz i koronkę. Było to wielkie zwycięstwo świętego proboszcza! Ks. Vianney odważył się wkrótce na jeszcze większe rzeczy.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 15

Duszpasterstwo Młodzieżowe

„Wy jesteście nadzieją Kościoła i świata – wy jesteście moją nadzieją”

– mówił o młodych papież Jan Paweł II.

Odpowiedzią na te słowa jest inicjatywa młodzieży naszej parafii. Młodzi, zainteresowani sprawami wiary i religii, czujący potrzebę bycia razem w zorganizowanej grupie pragną stworzyć w naszej parafii Duszpasterstwo Młodzieżowe szkół średnich i gimnazjalnych.

Podstawowymi elementami budującymi wspólnotę będą:

  • Eucharystia (msze święte młodzieżowe raz w miesiącu w terminie wcześniej podanym)
  • Modlitwa wspólnotowa (czuwania, adoracje Najświętszego Sakramentu)
  • Spotkania formacyjne (w każdą środę – od najbliższej 4 listopada – po wieczornej mszy świętej)

Duszpasterstwo ma służyć lepszemu poznaniu Boga, Pisma Świętego, a także umocnieniem więzi młodzieży. W czasie spotkań poruszane będą tematy dotyczące wiary i życia codziennego. Nie zabraknie śpiewu, a także wspólnej zabawy.

ZAPRASZAMY MŁODZIEŻ GIMNAZJALNĄ I PONADGIMNAZJALNĄ !!!

Nie bójcie się spróbować. Kościół potrzebuje Waszego młodzieńczego entuzjazmu, radości, którą mają w sobie młodzi.

Rok Kapłański, cz. 14

CIĘŻKIE PRÓBY, OSZCZERSTWA I POKUSY.

Wiedział święty proboszcz z Ars, że jego walka z nadużyciami w parafii; z pijaństwem, rozpustą i brakiem poszanowania dla niedzieli nie przejdzie bez sprzeciwu. Mimo, że sam pościł i biczował się, z dopustu Bożego miały na niego przyjść ciężkie doświadczenia. Ci, którzy w niedziele przychodzili do kościoła słyszeli ciągle z ambony wymówki, zaklinania, prośby i groźby. Zapewne nie był to sposób postępowania jego poprzedników, więc zaczęto po domach szemrać na gorliwego proboszcza. Dawano mu nieraz do zrozumienia, że nie życzą sobie takiego surowego kapłana i by opuścił ich parafię. Wykorzystano nawet fakt, że jedna dziewczyna z domu sąsiadującego z plebanią została nieślubną matką, posądzono więc ks. Vianney, ż e to niby on jest ojcem. Bladość oblicza proboszcza z powodu postów odbierano jako skutek tajemnego rozwiązłego życia! Pod wpływem tych duchowych cierpień ks.Vianney rzeczywiście chciał uciec z parafii, ale ktoś naprawdę życzliwy powstrzymał go od tego, przekonując, iż ten sposób potwierdził by tylko te oszczerstwa. Wówczas jeszcze bardziej oddał się w ręce Boga. Cierpliwością i pokorą obalił te wszystkie te obelgi. Doszedł w tym do prawdziwego heroizmu i cieszył się z tych upokorzeń. W stosunku do kobiet był niezwykle skromny i powściągliwy. Zniewagi jednak, których doznawał były niczym wobec pokus i doświadczeń, jakie go gnębiły. W tym samym czasie, gdy ludzie nad nim się znęcali, Bóg dopuścił na niego pokusy zwątpienia a nawet rozpaczy. Zdawało mu się, że jest opuszczony przez Boga i będzie potępiony. Umiłował jednak ten krzyż i odtąd już mu nie ciążył tak okrutnie. Te duchowe zmagania spowodowały, że znacznie podupadł na zdrowiu. Miał dopiero czterdzieści lat, a czuł się już bardzo wyczerpany, prawie stale miewał gorączkę. Dziedziczka z Ars posłała do niego swojego lekarza i miał odtąd prowadzić lepszy tryb życia i pożywienia, ale ani myślał do tego się stosować. Tak więc przezwyciężał święty proboszcz te kryzysy zewnętrzne i swoje wewnętrzne.

 

Rok Kapłański, cz. 13

WALKA Z TAŃCAMI.

Słynnym stał się sposób, w jaki ks. Vianney doprowadził do radykalnego zaniku tańców w swojej parafii. Okazję do grzechu, jaka widział w tańcach, postanowił zwalczać nieubłaganie. Z braku bowiem pokoi tańczono po oborach, gdzie było ciepło, co zachęcało, by tańczyć wskąpym odzieniu, a wiadomo, że przez wzrok złe myśli wkradały się do serc młodych. Proboszcz gromił to z ambony, a raz nawet opłacił grajka, który miał grać na  spotkaniu młodzieży, by odszedł z Ars. Wiedział też Ks. Vianney, ze musi z tej lepszej części młodzieży stworzyć zastęp dusz, które przez modlitwę i dobry przykład będą przeciwstawieniem szerzącej sie rozpuście. Dały one początek pobożnego zrzeszenia pod nazwą Bractwa Różańca Świętego. Rzeczywiście skutkowało to, bo niektórzy, co bardziej swawolni, zaczęli sie wstydzić swojego postępowania. Co bardziej opornym odmawiał rozgrzeszenia, jeśli sie nie poprawią. To był najskuteczniejszy sposób, bo parafianie jednak bali się zyć bez Komunii świętej. Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 13