Rok Kapłański, cz. 31


OBJAWY MISTYCZNE W ŻYCIU PROBOSZCZA Z ARS.

Zbliżając się do końca naszych spotkań ze Świętym proboszczem z Ars należy przyjrzeć się pewnym, chociaż nielicznie udokumentowanym, niezwykłym łaskom, jakie otrzymał on od Boga. Proboszcz z Ars nie potrzebował przedstawiać cudownych dowodów swego posłannictwa, jak kiedyś Św. Paweł, który opowiadał o swoich mistycznych doznaniach, by swoim przeciwnikom udowodnić, że nie głosi swojej Ewangelii, ale Ewangelię Chrystusową. otrzymując wielkie łaski, Św. Jan Maria Vianney uporczywie o nich milczał, chociaż nieraz zdarzało się, iż niekiedy zdradzał się, mimo woli, czy to pod wpływem silnego wzruszenia, gdy zwierzał się otoczeniu: „Co to za łaska, Co za szczęście. Jakaż to rzecz nadzwyczajna!”.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 31

Rok Kapłański, cz. 30

CUDA W ŻYCIU ŚWIĘTEGO PROBOSZCZA ARS.

Pewnego razu, gdy do swego kuzyna, ks. Vianney przybyła Małgorzata Humbert z Ecully, w toku rozmowy powiedział do niej: „Bóg zawsze jest wszechmocny, zawsze może czynić cuda, i istotnie czyniłby je, lecz przeszkadza w tym brak wiary”. Sługa Boży wiedział, że w jego parafii działy się rzeczy niezwykłe, lecz wszystko odnosił tylko do Boga, lub do świętych, w szczególności do swojej umiłowanej świętej Filomeny. Proboszcz z Ars, zakłopotany z powodu nadprzyrodzonej mocy, jaką posiadał i zdziwiony czcią, jaką pielgrzymi otaczali jego osobę, czuł się szczęśliwy, gdy mógł ukazać ludowi młodocianą dziewicę-męczennicę Filomenę, a sam ukryć się w jej cieniu. Nigdy jednak w zupełności mu się to nie udawało. Ludzie wierzyli w cuda św. Filomeny, ale przypisywali je wstawiennictwu świętego proboszcza.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 30

Rok Kapłański, cz. 29

INTUICJA I PRZEPOWIEDNIE PROBOSZCZA Z ARS.

 

W spotkaniach z pielgrzymami przybywającymi do Ars częste były przypadki, że Ks. Vianney okazywał jakąś nadzwyczajną przenikliwość i odgadywał rzeczy, o których wcześniej nie miał żadnego pojęcia. Wskutek szczególniejszej łaski Bożej odgadywał to, czego po ludzku sądząc nie mógł wiedzieć. Proboszcz z Ars posiadał dar zwany w teologii mistycznej intuicją.Co prawda intuicja ta nie była czymś ciągłym; nie wszystkie serca były dla niego zawsze otwartą księgą, najczęściej w swoich poradach duchowych kierował się zwykłą ludzką roztropnością. Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 29

Rok Kapłański, cz. 28

ŚWIADECTWA WSPÓŁCZESNYCH O PROBOSZCZU Z ARS.

Zwykle, gdy rozważamy życie jakiegoś wyjątkowego człowieka, a zwłaszcza, jeśli chodzi o świętego, warto zawsze zasięgnąć opinii współczesnych tej osobie. Pozostało wiele pisanych świadectw różnych osób, które wiernie przedstawiały sposób życia i postępowania św. Jana Marii Vianney. Są to rzetelne i wierne świadectwa, tym bardziej godne uwagi, że pochodzą od osób różnego stanu, począwszy od biskupów, kapłanów, nawet spowiedników proboszcza z Ars. Wszyscy podkreślali naturalną, nie wymuszoną ani sztuczną świętość w postępowaniu ks. Jana.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 28

Rok Kapłański, cz. 27

WIZERUNEK ZEWNĘTRZNY I WEWNĘTRZNY ŚWIĘTEGO PROBOSZCZA Z ARS.

 

Jeden ze świadków życia proboszcza z Ars powiedział, że patrząc na niego poza czynnościami kapłańskimi, widziało się tylko zwykłego człowieka. Ci, którzy spotykali go po raz pierwszy w jakiś zwykłych okolicznościach, na przykład na rynku, czy wracającego z „Domu Opatrzności Bożej”, byli zawiedzeni. Mówili: „I to ma być ów święty proboszcz?”. Jednak prwdziwie pobozni pielgrzymi nie dawali się zmylić pozorom, wyczuwali bogactwo ducha i pełnię życzliwości i miłości, zwłaszcza wobec pokutujących grzeszników.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 27

Rok Kapłański, cz. 26

PROBOSZCZ Z ARS KANONIKIEM HONOROWYM I KAWALEREM LEGII HONOROWEJ.

Bez przesady można stwierdzić, że około roku 1850 ksiądz Jan Maria Vianney był najbardziej znanym księdzem we Francji. Biskup Chalandon, który nastąpił po biskupie Devie w diecezji Belley, trzy miesiące po wstąpieniu na stolicę biskupią, sam osobiście zjawił się w Ars, by nałożyć na proboszcza pelerynkę kanonicką. Zaskoczony tym, ks. Vianney, zaczął przekonywać biskupa, że jego wikary, który został mu dany do pomocy w parafii, będzie godniej nosił ten strój. Biskup jednak stanowczym ruchem sam nałożył na ramiona zawstydzonego proboszcza  kanonicki strój. Gdy potem, w zakrystii, ks. Jan próbował zdjąć z siebie tę szatę, wyjaśniono mu, że byłoby nietaktem wobec biskupa to uczynić. Skromny i pokorny kapłan znalazł jednak sposób, by pozbyć się kanonickiej odznaki i sprzedał ją pewnej pobożnej damie, uzyskując przez to pieniądze na misje. Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 26

Rok Kapłański, cz. 25


WYPADKI W LA SALETTE.

19 września 1846 roku niedaleko miejscowości La Salette rozpoczęły się objawienia Matki Bożej dwojga pastuszkom, piętnastoletniemu chłopcu Maksyminowi Giraud i czternastoletniej dziewczynce Melanii Mathieu. Matka Boża wzywała do modlitwy i pokuty, gdyż inaczej światu miały grozić klęski i kara Boża. Do 1851 roku Kościół nie wypowiadał się w sprawie objawień, chociaż już od 1847 roku do La Salette ściągali pielgrzymi. Ks. Jan Maria Vianney, choć uwierzył w objawienia, zachowywał się powściągliwie, co do ich interpretowania.Nigdy jednak nie odradzał pielgrzymki do La Salette, tłumacząc, ze Matka Boża wzywa przecież do słusznych rzeczy, bo zawsze należy się modlić i czynić pokutę. 24 września 1850 roku zaszły dziwne wypadki. W tym bowiem dniu ks. Vianney odwiedził Maksymin, przywieziony do niego przez swoich zwolenników, ale po rozmowie z nim, ks. Vianney przestał błogosławić obrazki i różańce przywożone, z la Salette, które przedtem podsuwali mu pielgrzymi. Wszystkim też zaczęło się wydawać, że kś. Jan Maria zaczął wątpić w prawdziwość objawień, co zresztą było prawdą, a dla niego samego stało się to źródłem cierpień wewnętrznych i niepokoju duchowego. Po jakimś czasie przybyli do ks. Vianney nawet posłańcy od Biskupa Grenobli, do którego należała La Salette, by wypowiedział sie na temat swojej rozmowy z Maksyminem, bo właśnie ta rozmowa była przyczyną wątpliwości Świętego. Tyle też odpowiedział wysłańcom. Kiedy we wrześniu 1851 roku Biskup Grenobli wydał pismo, w którym stwierdzał, że dzieci nie kłamały w sprawie objawień, niepokój i wątpliwości ks. Vianney jeszcze bardzie wzrosły, tym bardziej, że przez biskupa ,w jakimś sensie oficjalnie, wypowiedział się Kościół. Wreszcie minął czas wątpień i próby. Na dziesięć miesięcy przed swoją smiercia powrócił ks. Vianney do pierwotnego zdania, jakie miał o la Salette. Sam ks. Vianney opowiadał o tym tak: „Brakowało mi sumy potrzebnej do uzupełnienia fundacji misyjnej. Pomodliłem się do Najświętszej Panny z La Salette, aby mi tej sumy udzieliła. I znalazłem całą sumę, jaka była mi potrzebna. Uważam to wydarzenie za cudowne!” Potem wielokrotnie powtarzał wszystkim, że całym sercem wierzy w objawienia w La Salette.

Rok Kapłański, cz. 24

ZNIESIENIE SIEROCIŃCA. ZAŁOŻENIE SZKOŁY I PENSJONATU DLA CHŁOPCÓW. TROSKA O MISJE.

Założony przez ks. Jana Marię Vianney „Dom Opatrzności Bożej” był zarazem szkołą parafialną i sierocińcem. Od roku 1827 ks. Vianney spożywał tam skromne obiady i zamierzał osiąść w tym domu na stałe, po odejściu na emeryturę, dlatego też założył tam kaplicę z nieustającą adoracją Najświętszego Sakramentu. jednak, po przejściach związanych z chorobą ks. Jana i po jego ucieczce z Ars, mimo, iż wrócił, dom zaczął przezywać kryzys. W Ars podnosiły się coraz częściej głosy, że dom ten powinny prowadzić zakonnice. Kuria biskupia również skłaniała się ku takiemu rozwiązaniu, tak więc13 grudnia 1847 roku został zawiązany akt przekazujący „Dom Opatrzności” Zgromadzeniu Sióstr Św. Józefa. niestety, nie był to już dawny sierociniec, lecz wzorowa szkoła, prowadzona przez zakonnice, nad czym ks. Vianney bardzo bolał, bo biedne dziewczynki nie miały już dostępu do tej szkoły.

Ks. Vianney od roku 1835 wpływał na mera gminy, by założyć szkołę dla chłopców i by prowadzili ją zakonnicy. 10 marca 1849 roku przybyło do Ars trzech zakonników Braci Świętej Rodziny, by założyć szkołę i pensjonat dla chłopców, na utrzymanie którego ks. Vianney zobowiązał się osobiście regularnie składać ofiarę ze swoich skromnych dochodów.

Kolejną, wielka sprawą, jaką zajął się ks. Vianney, były misje. Gdzie tylko mógł zbierał ofiary i fundusze na misje święte. Sprzedawał wiele swoich rzeczy, a nawet, jak kiedyś kupował do kościoła bogate i drogie szaty liturgiczne, tak teraz sprzedawał je by wysyłać pieniądze na fundacje misyjne. Prócz misji, ksiądz Jan ufundował wiele Mszy św. wieczystych, których stypendia miały być przekazywane misjonarzom. Ponieważ leżało mu na sercu dzieło Rozkrzewiania Wiary, ufundował siedemdziesiąt Mszy św. w intencji, by oddać misjonarzy pod opiekę najświętszej Maryi Panny.

Rok Kapłański, cz. 23

PRAGNIENIE ŻYCIA W SAMOTNOŚCI, CIĘŻKA CHOROBA I UCIECZKA W ROKU 1843.

Patrząc na Proboszcza z Ars, uśmiechniętego i oddanego gorliwej pracy duszpasterskiej, nie przypuszczałby nikt, że prześladowało go nieustanne pragnienie życia w samotności, najlepiej w zaciszu surowego klasztoru trapistów albo kartuzów. Pragnienie to ujawniło się u niego już w latach dziecięcych wskutek zamiłowania do modlitwy. Bardzo wcześnie zrozumiał, że milczenie i skupienie sprzyjają wzniesieniu się duszy do Boga. Gdy został proboszczem, do dawniejszych pragnień doszły mu jeszcze wyrzuty sumienia, uważając się za nieuka, czy nie kusił Pana Boga, przyjmując troskę o zbawienie dusz. Do jednego z księży powiedział kiedyś: „O, mój drogi, nie wiesz, co to znaczy przejść z probostwa na Sąd Boży”.  Myśl o jakimś zakątku, w którym mógłby „opłakiwać swoje nędzne życie” dręczyła go od pierwszych lat pracy duszpasterskiej. Echa tych pragnień dochodziły wprawdzie do biskupa, ale ten nawet nie chciał słyszeć o odejściu ks. Vianney z parafii. W końcu sam ks. Vianney zaczął słać pokorne prośby do biskupa o pozwolenie usunięcia się z parafii. Właściwie, to gwałtowne pragnienie spędzenia reszty życia przed tabernakulum i na klęczkach nie powinno dziwić u takiego człowieka, jak ks. Jan Maria, ale, jak określili to niektórzy, mogła to być też zwykła pokusa szatańska, który pod pozorem dobra kusił świętego proboszcza, by zniszczyć pobożne dzieło, którego dokonywał przez swoją posługę, zwłaszcza w konfesjonale. Pokusa ta, choć może i pochodzenia szatańskiego,była niewątpliwie z dopustu Bożego. To jednak nie przeszkodziło, że proboszcz z Ars aż trzykrotnie próbował opuścić parafię. Pierwszy raz, w nocy wyszedł z probostwa i sam nie wiedział, gdzie ma iść, ani co robić. Dopiero, gdy doszedł do ostatniego krzyża przydrożnego we wsi, zrozumiał, że nie taka jest wola Boża. Kusiciel nie dawał za wygraną. Niedomagania i choroby świętego stały się dla niego cenną okazja do odwetu. Biskup, nie mając wielu kapłanów, zachęcał okolicznych proboszczów, by pomagali koledze. W roku 1843 zdawało się, że już umrze. Zasłabł w czasie jednego nabożeństwa i wezwany lekarz stwierdził zapalenie opłucnej.  Sam ks. Vianney opowiadał później, że gdy słyszał wyrok lekarzy, którzy nie dawali mu już ani dnia życia, modlił się do Matki Bożej i św. Filomeny, by mógł jeszcze pożyć, by zbawiać dusze. Po szesnastu dniach ciężkiego omdlenia, wsparty modlitwami osieroconych pielgrzymów, prawie cudownie wyzdrowiał. Wraz jednak z powrotem zdrowia wróciły chęci ucieczki z Ars. W nocy z 11 na 12 września wymknął się z plebanii, ale była ona otoczona wiernymi i pielgrzymami. Nie pozwolił sie jednak zatrzymać twierdząc, że napisał list do biskupa i w swojej rodzinnej miejscowości, w Dardilly, będzie oczekiwał na jego werdykt. Do Dardilly zaczęli ściągać pielgrzymi z Ars, które nagle opustoszało, zaczęły też przychodzić liczne listy od różnych osób, które błagały proboszcza, by wracał do Ars. W końcu sam biskup napisał, że nie zgadza się na opuszczenie Ars przez ks. Vianney. Powróciwszy do parafii, ks. Jan Maria powiedział do rzeszy witających go parafian i pielgrzymów: „Wszystko już było stracone! Ale i wszystko powróciło! Już was nie opuszczę, dzieci moje!”. Proboszcz z Ars zaczął znowu wieść życie po dawnemu, czyli w konfesjonale i na modlitwie w kościele i kilku godzinach spędzanych na probostwie.

Rok Kapłański, cz. 22

PORZĄDEK DNIA PROBOSZCZA Z ARS I JEGO ŻYCIE WEWNĘTRZNE.

Poza pięciodniowymi rekolekcjami, na które do roku 1835 ks. Vianney udawał się rokrocznie, święty z Ars nie opuszczał swojej wioski. Życie jego przybrało charakter wzniosłej monotonności, która uczyniła z niego więźnia dusz. Dwadzieścia godzin na dobę, o ile nie więcej, był na nogach, w konfesjonale spędzał od piętnastu do szesnastu godzin w lecie, w zimie od jedenastu do trzynastu. Już od pierwszej w nocy był w kościele, sam dzwonił na „Anioł Pański”, by dać znać ludziom, iż kościół już jest otwarty, a on gotowy do spowiadania. Oczekiwał ich przybycia, klęcząc przed tabernakulum, a widok ten był niesamowity, sami wierni zeznawali, że był jak anioł wpatrzony w Boskie oblicze. Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 22