Rok Kapłański, cz. 11

PRZYBYCIE DO ARS.

Wkrótce po śmierci ks. Balley’a grono parafian z Ecully przedstawiło w Kurii Arcybiskupiej prośbę, by proboszczem został umiłowany przez nich ks. Vianney, ale bez skutku. Proboszczem został ks. Tripier, a Ks. Jan Maria Vianney został przeznaczony na lokalnego kapelana do małej i biednej wioski Ars liczącej zaledwie 230 mieszkańców. Wikariusz generalny, podpisując dekret mianujący go na to stanowisko, powiedział: „Miłość ku Bogu nie bardzo kwitnie w tej parafii; ty ja tam zaszczepisz”. Ks. Vianney zapewnił, ze niczego innego nie pragnie. Dnia 9 lutego 1818 r. z samego rana ks. Vianney ruszył w drogę do Ars. B

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 11

Rok Kapłański, cz. 10

WIKARIAT W ECULLY

Po święceniach młody kapłan powrócił do Ecully. Przypadłszy swemu staremu, umiłowanemu nauczycielowi, ks. Balley, do kolan i otrzymawszy od niego błogosławieństwo, ks. Vianney z radością przyjął wiadomość, że Kuria Biskupia zgodziła sie dać ks. Balley pomocnika wikarego, a miał być nim nie kto inny, jak właśnie nowo wyświęcony ks. Jan MariaVianney! Parafianie w Ecully podzielili radość swojego proboszcza. „Ks. Vianney” – mówili między sobą – ” już był nam zbudowaniem wówczas, gdy wśród nas odbywał namuki, cóż dopiero będzie teraz, gdy został księdzem”. Pierwsza czynność ks. Vianney datuje się 27 sierpnia 1815 roku – był to chrzest. Kilka miesięcy później otrzymał nawet władzę słuchania spowiedzi, a pierwszym penitentem, który uklęknął przed młodym kapłanem był jego dotychczasowy spowiednik, ks. Balley, który znowu wstawił się za swoim umiłowanym uczniem u wikariusza generalnego. Szukając dla siebie nowego przewodnika duchownego, ten surowy i uczony duszpasterz, nie znalazł nikogo bardziej godnego, jak tego dawnego pastuszka, który z takim trudem dochodził do łaski święceń. Skoro w parafii dowiedziano się, ze ks. Jan Maria może już spowiadać, konfesjonał był ciągle oblężony, a chorzy prawie wyłącznie jego wzywali. Dla nawału pracy duszpasterskiej zaniedbywał niekiedy posiłku, co z czasem miało wejść w nawyk! Korzyści z pracy duszpasterskiej od razu były znaczne, bo wielu, którzy swoim postępowaniem gorszyli dotąd innych, pod wpływem młodego wikarego zmieniali swój tryb życia. Do katechizacji przygotowywał sie solidnie, a co mniej zdolnych sam prywatnie uczył. Na ambonie mówił zwięźle i jasno. Młody kapłan twardo jednak głosił prawdy i śmiało karcił występki, a Ecully wcale nie należało do oazy doskonałości. Rewolucja pozostawiła tam niejedną nędzę moralną, a sąsiedztwo wielkiego miasta sprzyjało rozluźnieniu obyczajów. Nawołując do czystości i doskonałości życia chrześcijańskiego, sam dawał przykład. Jako młody, trzudziestoletni kapłan odznaczał się przedziwna skromnością, prostota i dobrotliwością wobec wszystkich. Jeden z kapłanów potwierdził, iż ks. Vianney zwierzył mu się, że był wolny od pokus przeciw cnocie czystości na skutek uczynionego ślubu, gdy był wikariuszem w Ecully. Choć utrzymanie w Ecully było nader skromne, ks. Vianney prawie wszystko przekazywał ubogim, często odstępował im nawet własne ubranie.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 10

Urodziny Księdza Proboszcza

Ks. Edward SłupikWe wtorek 29 września urodziny obchodził nasz Ksiądz Proboszcz Edward Słupik. Pamiętaliśmy o nim w modlitwach, szczególnie uczestnicząc we Mszy świętej sprawowanej w jego intencji. Ksiądz  Proboszcz dziękował Bogu za dar życia i kapłaństwa.
Urodzinowa Msza Święta była okazją, aby złożyć naszemu Duszpasterzowi szczere życzenia, okazać wdzięczność i życzliwość parafian. Wiele było pięknych słów i kwiatów, jednak najważniejszym darem była modlitwa i Komunia Święta ofiarowana w jego intencji.
Składamy serdeczne podziękowania za pracę duszpasterską w naszej parafii i życzymy Księdzu Proboszczowi obfitości Bożych darów oraz radości płynącej ze służby Bogu i ludziom.

Rok Kapłański, cz. 9

OD SUBDIAKONATU DO KAPŁAŃSTWA

Można poetycko powiedzieć, ze Boski Rzeźbiarz przez upokorzenia i trudności dostatecznie już ukształtował duszę naszego Bohatera  i wybiła dla niego wreszcie  upragniona godzina święceń. Na miesiąc przed święceniami Jan Maria powrócił do seminarium św. Ireneusza w Lyonie, by w skupieniu wysłuchać nauk o przyszłych święceniach i odbyć rekolekcje.Władze diecezjalne dyspensowały go od czasu między poszczególnymi święceniami i 2 lipca 1814 r. w uroczystość Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny otrzymał razem wszystkie  niższe święcenia i pierwsze ze święceń wyższych – subdiakonat. Jakże radosne „Te Deum” rozbrzmiało na probostwie w Ecylly!

Ponieważ ks. Balley odpowiadał za swojego protegowanego, pozostawiono go prze rok szkolny 1814/1815 na probostwie w Ecully. Było to szczęśliwe zrządzenie Opatrzności, bo w seminarium więcej zajmowano się politycznymi wydarzeniami związanymi z historią Napoleona, niż teologią. Dopiero pod koniec maja 1815 r. Jan Maria wrócił do seminarium i 23 czerwca, już po ostatecznej klęsce Napoleona pod Waterloo, otrzymał święcenia diakonatu z rąk Biskupa Simona z Genobli w zastępstwie kardynała Fesch’a, przebywającego na wygnaniu. Starania troskliwego nauczyciela Jana Marii, ks. Balley, a także i rozgłos cnót nowego diakona sprawiły, że zaczęto mówić o przedstawieniu go do święceń kapłańskich. Po raz drugi Jan Maria został poddany egzaminowi kanonicznemu na probostwie w Ecully i obecny na nim wikariusz generalny, ks. Bochard, stwierdził z radością, ze nasz teolog rzeczywiście poczynił w ciągu roku duże postępy w nauce.  Przeszło godzinę egzaminował go z najzawilszych kwestii z teologii  i zupełnie był zadowolony z jego odpowiedzi, a nawet zdumiony, ze młody diakon odpowiadał tak jasno i dokładnie. Postanowiono więc, że po odprawieniu rekolekcji uda się on do Grenobli, gdzie otrzyma święcenia kapłańskie.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 9

Rok Kapłański, cz. 8

W SEMINARIUM WIĘKSZYM W LYONIE

Janowi Marii Vianney nie bardzo wiodło się na filozofii. Wykładano ja w duchu Kartezjusza i według metody dawnej Sorbony, więc wydawała się mu ona zimna, nudna i bezduszna. Ucieszył się, gdy w lipcu 1813 r. mógł wrócić na wakacje do Ecully do ukochanego nauczyciela ks. Balley’a. Spędził z nim ten czas na przygotowaniu do seminarium większego i były to najmilsze wakacje i ostatnie w całym jego życiu.Wyjechał więc do Lyonu do seminarium prowadzonego dawniej przez Księzy Sulpicjanów, a teraz przez księży diecezjalnych. Również i tam Jan Maria dał się poznać, jako kleryk skromny, pobożny. Niestety w dalszym ciągu miał kłopoty z nauką, nie rozumiał bowiem łaciny, w którym to języku prowadzono wykłady. Przełożony seminarium, ks. Gardette, zainteresował się tym starszym seminarzystą, którego pobożność i prawie bohaterska pilność były mu znane. Dał mu korepetytora i opiekuna do nauki, i skoro rozmawiali po francusku, Jan Maria potrafił wszystko zrozumieć i dać trafne, pełne zdrowego rozsądku odpowiedzi.
Jeden z profesorów dawał mu też dodatkowe lekcje aby nadrobić opóźnienia w nauce. Dzięki temu nauczaniu dostosowanemu do poziomu jego zdolności Jan Maria mógłby nabyć w seminarium wystarczających wiadomości, niestety łacina była językiem oficjalnym na lekcjach i egzaminach i profesorowie wiedzieli, że sobie nie poradzi. Wreszcie nadszedł ten straszny dzień, kiedy poradzono mu, by wystąpił z seminarium.

 

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 8

Rok Kapłański, cz. 7

ROK FILOZOFII W VERRIERES.

Jan Maria Vianney utracił matkę w chwili, gdy była mu ona najbardziej potrzebna. To w niej znajdował oparcie, a teraz wobec nowych doświadczeń służyła by mu duchowym oparciem i obroną przed surowym ojcem. Mateusz Vianney jednak, może na skutek ostatnich zleceń umierającej żony, nie sprzeciwiał się już dalszej drodze Jana ku kapłaństwu. Na probostwie w Ecully zapanowała radość, gdy znów ujrzano świątobliwego młodzieńca. Ks. Balley nie wątpił, że Opatrzność pozwoli mu powrócić i od szesnastu miesięcy co wieczór polecał w modlitwach ukochanego ucznia. Seminarzysta miał zamieszkać już nie u ciotki Humbertowej, ale na probostwie. Ks. Balley chciał mieć pod okiem ucznia, który miał tyle zaległości w nauce na skutek długiej przerwy. Przy tym służył staremu księdzu w pracach ogrodowych i w zakrystii. Jan Maria skończył 25 lat, czas naglił, więc ks. Balley zależało, by doprowadzić go do ołtarza.Uzyskał, iż Vianney’a zrównano w prawach z uczniami retoryki w małych seminariach. 28 maja 1811 r. Jan Maria otrzymuje tonsurę (obrzędowe wygolenie głowy), co wliczało go w poczet kleru i sług kościoła i dało pierwszy krok w drodze wiodącej do kapłaństwa. Oddany pod bezpośredni kierunek ks. Balley’a Jan znalazł się w twardej, choć dobrej szkole. Pobożność surowego księdza była szczera i rzewna, sam nieraz płakał przy odprawianiu Mszy św. i młody kandydat na kapłana uczył się, jak należy zachować się wobec Boskich Tajemnic. Ulubioną lekturą młodego Vianney’a były w tym czasie „Żywoty Świętych”.

Rok Kapłański, cz. 6

„UCIEKINIER” Z WOJSKA.

Po Bierzmowaniu przez dwa lata Jan Maria cieszył się niewymownym spokojem duszy. Nauka jakoś się układała, radził sobie nawet z łaciną! Wtem spadł piorun i wstrząsnął pogodnym dotychczas niebem, jesienią 1809 roku zjawił się na folwarku w Dardilly urzędnik konnej policji przywożąc z Lyonu pozew wojskowy na imię Jana Marii Vianney. Co prawda ks. proboszcz z Ecully wyjednał już, że jego uczniowie zostali zapisani do liczby zwolnionych od służby wojskowej, ale było to wskutek czasowo przyznanej przez cesarza tolerancji, gdyż prawo zwolnienia ze służby wojskowej normalnie dotyczyło tylko kleryków posiadających święcenia wyższe. Jednakże cesarz Napoleon potrzebował coraz to nowych zastępów wojsk do przegrywanych bitew, dlatego poczęto wzywać do wojska wszystkich, którzy uniknęli dotychczas poboru. W diecezji Lyońskiej nie cofnięto wprawdzie przywileju dla uczniów duchownych, ale , przez jakieś niedopatrzenie, Jana Marię Vianney’a i trzech innych seminarzystów powołano pod broń.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 6

Dożynki Parafialne 2009

Dożynki Parafialne 2009W niedzielę 30 sierpnia nasza Wspólnota Parafialna przeżywała Uroczystość Dożynkową. O godzinie 13.00 wyruszył przemarsz z pocztami sztandarowymi i orkiestrą z domu Starostów dożynek – Państwa Danuty i Michała Świerkot.

Przed wejściem do kościoła Starostów, Parafian i wszystkich Gości przywitał Ksiądz Proboszcz. Pobłogosławił też przyniesione dary, płody ziemi. Uroczystej Mszy świętej o godzinie 13.30, w czasie której dziękowaliśmy Bożej Opatrzności za tegoroczne zbiory i żniwa, przewodniczył ksiądz proboszcz Edward Słupik. Współkoncelebrowali ks. Alojzy Kalyta i ks. Jan Kubica. Uroczystość upiększyła orkiestra z Goczałkowic. Na zakończenie Mszy świętej wyśpiewaliśmy uroczyste Te Deum Laudamus.

Po Mszy Świętej odbył się festyn przy Remizie w Kryrach. Organizatorami tegorocznych dożynek byli mieszkańcy ulicy Wyzwolenia – od kościoła w kierunku Mizerowa oraz ulic: Herbowej, Łoskutowa, Pocztowej, Krótkiej, Franciszka Klimy, Kasztanowej, Pawła Garusa i Nierad od ul. Pawła Garusa w kierunku Mizerowa.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z tej uroczystości.

Rok Kapłański, cz. 5

PRACA NA ROLI W DOMU RODZINNYM. PIERWSZE MYŚLI O POWOŁANIU.

Zamach stanu z 9 listopada 1799 r., składający w ręce generała Bonaparte losy Francji, przywrócił upragnioną wolność religijną. Kapłani zaczęli wracać do swoich placówek. Kościół w Dardilly był wciąż zamknięty, ale rodzina Vianney’ów chodziła do pobliskiego Ecully.Janek aż drżał z radości, widząc palącą się w kościele wieczną lampkę, znak obecności Jezusa wśród ludu. Młody Vianney pasienie bydła zostawił młodszej Gosi, a sam cięższe już wykonywał prace w polu. Wykonywał je z ochotą, trud ofiarując Panu Bogu, jak sam mawiał później: ” Trzeba ofiarować Bogu każdą pracę, każdy krok, nawet swój wypoczynek. O, jak to pięknie, gdy się każdą rzecz czyni wspólnie z Bogiem”. Gdy pracował ze starszym bratem Franciszkiem, modlił się w czasie pracy po cichu, gdy był jednak sam, dawał upust swym uniesieniom i łącząc się ze świergotem ptaków głośno wykrzykiwał modlitwy lub śpiewał.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 5

Rok Kapłański, cz. 4

SZKOŁA. PIERWSZA SPOWIEDŹ. PIERWSZA KOMUNIA ŚWIĘTA.

Sądząc z niektórych szczegółów z lat dziecięcych małego Vianney’a można dojść do wniosku, iż dość wcześnie rozwinął się on umysłowo. opóźniona była tylko jego nauka, bowiem w wieku 10 lat poza niezwykłą wiedzą religijną nie posiadał żadnej wiedzy naukowej. Starsza siostra Katarzyna nauczyła go tylko rozpoznawania liter i umiał sylabizować z książki do nabożeństwa. Najwyższa była juz pora, by zaczął uczęszczać do szkoły, ale takiej nie było Dardilly. Co prawda prawo z 1793 roku postanawiało, że dzieci, najwcześniej od lat 6 a najpóźniej od lat 8, miały uczęszczać do szkół publicznych przez trzy lata, pod karą grzywny grożącej rodzicom, a wynoszącą czwartą część płaconych przez nich podatków. Członkowie Konwentu sądzili, że w ten sposób oświata dotrze do najbardziej zapadłych wiosek. Niestety, Rewolucja usunęła wszystkie źródła nauczania. Nikt nie mógł dostać pozwolenia na nauczanie, kto nie złożył przysięgi rządowi. Dopiero po zniesieniu tej przysięgi Konwent przyznał prawo nauczania każdemu obywatelowi. Tak więc w Dardilly niejako obywatel Dumas otworzył z początkiem 1795 r. szkółkę, do której napływały dzieci, które z racji chłodnej pory roku nie miały zajęć w polu. Prócz nauki czytania uczono się pisać, liczyć, trochę historii i geografii. Jaś przy nauce odznaczał się dobrym zaufaniem i pilnością. „Pan Dumas” – opowiada Małgorzata – „był z Jasia zadowolony i często powtarzał innym dzieciom: Bierzcie przykład z małego Vianney’a”.

 

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 4