Rok Kapłański, cz. 11

PRZYBYCIE DO ARS.

Wkrótce po śmierci ks. Balley’a grono parafian z Ecully przedstawiło w Kurii Arcybiskupiej prośbę, by proboszczem został umiłowany przez nich ks. Vianney, ale bez skutku. Proboszczem został ks. Tripier, a Ks. Jan Maria Vianney został przeznaczony na lokalnego kapelana do małej i biednej wioski Ars liczącej zaledwie 230 mieszkańców. Wikariusz generalny, podpisując dekret mianujący go na to stanowisko, powiedział: „Miłość ku Bogu nie bardzo kwitnie w tej parafii; ty ja tam zaszczepisz”. Ks. Vianney zapewnił, ze niczego innego nie pragnie. Dnia 9 lutego 1818 r. z samego rana ks. Vianney ruszył w drogę do Ars. B

yło tam ze 40 domów lepionych z gliny, rozrzuconych wśród sadów. Na zboczu góry stał kościółek, o ile można tak było nazwać licha budowlę z pękniętym dzwonem. Obok stała plebania – proste chłopskie domostwo. Ks. Jan Maria podróżował pieszo i w głębokiej mgle zabłądził. Dopiero w pobliżu Ars spotkał na polu pastuszków i zapytał ich o drogę. Skoro mu powiedzieli, jak iść dalej, do jednego z nich rzekł: „Kochany chłopcze, tyś mi pokazał drogę do Ars, a ja ci wskażę drogę do nieba”. Mimo, że nawet w czasie Rewolucji w Ars i w okolicy działali tajni kapłani, życie religijne i moralne było tam mocno zaniedbane. Ks. Vianney gorliwie zabrał się do pracy i choć czuł, ze wszystkich od razu nie nawróci, to jednak chciał dla nich pracować. Chociaż ks. Vianney przybył do Ars jako wikariusz substytut, to jednak parafianie nazywali go proboszczem i wkrótce, jako taki został ogłoszony przez Kurię 13 lutego. Na urząd wprowadził go uroczyście stary proboszcz z sąsiedztwa, ks. Ducreux. U wejścia do kościoła włożył na niego stułę, symbol jego posłannictwa i władzy kapłańskiej. Nowy proboszcz w prostym przemówieniu upewnił powierzone sobie owieczki o swej gorącej miłości do nich i pragnieniu ich dobra i odprawił pierwszą sumę. Podczas nabożeństwa parafianie z ciekawością przyglądali się nowemu proboszczowi. Wydał im się niezgrabny w sutannie z grubego płótna i w wieśniaczym obuwiu. Lecz skoro ujrzeli go przy ołtarzu, rozpromienionego, z niezwykła powagą odprawiającego Mszę św., odczuli cześć dla tego kapłana. „Ubogi mamy kościół” – mówił burmistrz, będący z natury rzeczy wyrazicielem miejscowych nastrojów – „lecz posiadamy świętego proboszcza”. Ks. Jan zupełnie nie dbał o wygody dla siebie, wciąż też dawał liczne jałmużny biedakom, którzy nawet z poza Ars do niego przychodzili.

PRACA NAD NAWRÓCENIEM PARAFII W ARS.

Proboszcz z Ars wiedział, że sama jego obecność w parafii nie wystarczy do usunięcia złości i oziębłości parafian. Zaczął od wizytowania swojej parafii. Około południa wychodził z kościoła lub plebani i wstępował po kolei do domów. Nie wszędzie witano go życzliwie, choć na większości sprawiał wrażenie człowieka pełnego dobroci. Z tych spotkań i rozmów mógł się zorientować w wielkiej biedzie, nie tylko materialnej, ale przede wszystkim duchowej parafian. Większość, zwłaszcza młodych, nie posiadała najbardziej elementarnych wiadomości katechizmowych! Od wczesnych godzin rannych przebywał w kościele, tam najczęściej można było go zastać. Modlił sie gorąco o nawrócenie parafii i siły dla siebie. Z gorliwą modlitwą łączył tez surową pokutę. Nocami biczował się, co słyszeli mimowolni świadkowie mieszkający w pobliżu. Do tego dołączył surowy post. Bywało, ze przez kilka dni nic nie jadł, albo w żelaznym kociołku gotował sobie na kilka dni ziemniaki i jadł je po trochu, nawet, gdy już zapleśniały. Tak uważał, że musi pokutować za swoich parafian, i tym zyska ich nawrócenie!