Rok Kapłański, cz. 15

ZDOBYCZE DLA BOGA I PRACE APOSTOLSKIE.

Jednak nie tylko same ciernie wyrastały na glebie powierzonej ks. Vianney, rozkwitały tam również wonne kwiaty niewinności i pobożności.Utworzył stowarzyszenie Najświętszej Eucharystii, by zgromadzić wokół siebie grono osób, które wraz z kapłanem tworząc serce parafii, dopomagałyby mu w dziele wnikania do wnętrz dusz i zdobywania ich dla Boga. Na ich czele stanęła dziedziczka Ars, starsza panna des Garets. Tak więc zanim jeszcze do Ars zaczęły przybywać tłumy pielgrzymów, codziennie w kościele trwały na adoracji Najświętszego Sakramentu pobożne osoby. Ksiądz Vianney sądził też słusznie, że parafia dopiero wtedy wdroży się poważnie do praktyk religijnych, gdy uda mu się zdobyć dzieci i młodzież. Wiedział też, iż podstawą pobożności jest modlitwa, którą notorycznie w Ars wszyscy zaniedbywali, zwłaszcza modlitwa wspólna w rodzinach. Niemniej jednak wkrótce już w Ars widziano ludzi ściągających zewsząd do kościoła na wieczorny spólny pacierz i koronkę. Było to wielkie zwycięstwo świętego proboszcza! Ks. Vianney odważył się wkrótce na jeszcze większe rzeczy.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 15

Duszpasterstwo Młodzieżowe

„Wy jesteście nadzieją Kościoła i świata – wy jesteście moją nadzieją”

– mówił o młodych papież Jan Paweł II.

Odpowiedzią na te słowa jest inicjatywa młodzieży naszej parafii. Młodzi, zainteresowani sprawami wiary i religii, czujący potrzebę bycia razem w zorganizowanej grupie pragną stworzyć w naszej parafii Duszpasterstwo Młodzieżowe szkół średnich i gimnazjalnych.

Podstawowymi elementami budującymi wspólnotę będą:

  • Eucharystia (msze święte młodzieżowe raz w miesiącu w terminie wcześniej podanym)
  • Modlitwa wspólnotowa (czuwania, adoracje Najświętszego Sakramentu)
  • Spotkania formacyjne (w każdą środę – od najbliższej 4 listopada – po wieczornej mszy świętej)

Duszpasterstwo ma służyć lepszemu poznaniu Boga, Pisma Świętego, a także umocnieniem więzi młodzieży. W czasie spotkań poruszane będą tematy dotyczące wiary i życia codziennego. Nie zabraknie śpiewu, a także wspólnej zabawy.

ZAPRASZAMY MŁODZIEŻ GIMNAZJALNĄ I PONADGIMNAZJALNĄ !!!

Nie bójcie się spróbować. Kościół potrzebuje Waszego młodzieńczego entuzjazmu, radości, którą mają w sobie młodzi.

Rok Kapłański, cz. 14

CIĘŻKIE PRÓBY, OSZCZERSTWA I POKUSY.

Wiedział święty proboszcz z Ars, że jego walka z nadużyciami w parafii; z pijaństwem, rozpustą i brakiem poszanowania dla niedzieli nie przejdzie bez sprzeciwu. Mimo, że sam pościł i biczował się, z dopustu Bożego miały na niego przyjść ciężkie doświadczenia. Ci, którzy w niedziele przychodzili do kościoła słyszeli ciągle z ambony wymówki, zaklinania, prośby i groźby. Zapewne nie był to sposób postępowania jego poprzedników, więc zaczęto po domach szemrać na gorliwego proboszcza. Dawano mu nieraz do zrozumienia, że nie życzą sobie takiego surowego kapłana i by opuścił ich parafię. Wykorzystano nawet fakt, że jedna dziewczyna z domu sąsiadującego z plebanią została nieślubną matką, posądzono więc ks. Vianney, ż e to niby on jest ojcem. Bladość oblicza proboszcza z powodu postów odbierano jako skutek tajemnego rozwiązłego życia! Pod wpływem tych duchowych cierpień ks.Vianney rzeczywiście chciał uciec z parafii, ale ktoś naprawdę życzliwy powstrzymał go od tego, przekonując, iż ten sposób potwierdził by tylko te oszczerstwa. Wówczas jeszcze bardziej oddał się w ręce Boga. Cierpliwością i pokorą obalił te wszystkie te obelgi. Doszedł w tym do prawdziwego heroizmu i cieszył się z tych upokorzeń. W stosunku do kobiet był niezwykle skromny i powściągliwy. Zniewagi jednak, których doznawał były niczym wobec pokus i doświadczeń, jakie go gnębiły. W tym samym czasie, gdy ludzie nad nim się znęcali, Bóg dopuścił na niego pokusy zwątpienia a nawet rozpaczy. Zdawało mu się, że jest opuszczony przez Boga i będzie potępiony. Umiłował jednak ten krzyż i odtąd już mu nie ciążył tak okrutnie. Te duchowe zmagania spowodowały, że znacznie podupadł na zdrowiu. Miał dopiero czterdzieści lat, a czuł się już bardzo wyczerpany, prawie stale miewał gorączkę. Dziedziczka z Ars posłała do niego swojego lekarza i miał odtąd prowadzić lepszy tryb życia i pożywienia, ale ani myślał do tego się stosować. Tak więc przezwyciężał święty proboszcz te kryzysy zewnętrzne i swoje wewnętrzne.

 

Rok Kapłański, cz. 13

WALKA Z TAŃCAMI.

Słynnym stał się sposób, w jaki ks. Vianney doprowadził do radykalnego zaniku tańców w swojej parafii. Okazję do grzechu, jaka widział w tańcach, postanowił zwalczać nieubłaganie. Z braku bowiem pokoi tańczono po oborach, gdzie było ciepło, co zachęcało, by tańczyć wskąpym odzieniu, a wiadomo, że przez wzrok złe myśli wkradały się do serc młodych. Proboszcz gromił to z ambony, a raz nawet opłacił grajka, który miał grać na  spotkaniu młodzieży, by odszedł z Ars. Wiedział też Ks. Vianney, ze musi z tej lepszej części młodzieży stworzyć zastęp dusz, które przez modlitwę i dobry przykład będą przeciwstawieniem szerzącej sie rozpuście. Dały one początek pobożnego zrzeszenia pod nazwą Bractwa Różańca Świętego. Rzeczywiście skutkowało to, bo niektórzy, co bardziej swawolni, zaczęli sie wstydzić swojego postępowania. Co bardziej opornym odmawiał rozgrzeszenia, jeśli sie nie poprawią. To był najskuteczniejszy sposób, bo parafianie jednak bali się zyć bez Komunii świętej. Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 13

Rok Kapłański, cz. 12

WALKA CIEMNOTĄ W SPRAWACH WIARY.

Ks. Jan Maria Vianney wiedział, że jego gorliwosci będzie się przeciwstawiać ludzka gnuśność i lenistwo. Zamierzał zatem – prócz modlitwy i pokuty – rozpocząć słowem i czynem walkę przeciw występkom. Pierwszym zadaniem, jakie sobie wyznaczył, było nawrócenie parafian do świętowania niedzieli. Zaczął od przyozdabiania lichego, wiejskiego kościółka, kazał wybudować nowy ołtarz, który przyozdobił osobiście kupionymi główkami aniołków, pomagał przy odmalowaniu kościoła. Zatroszczył się też o odnowienie szat liturgicznych. Spowodowało to, iż coraz więcej parafian przychodziło do kościoła w niedziele, aczkolwiek niektórzy z czystej ciekawości, jak wygląda w kościele. Następnie postawił na katechizację dzieci i młodzieży, bo stan wiedzy religijnej był fatalny. Dzieci, tak jak młody Vianney kiedyś, od małego musiały pracować na polu, więc często nie umiały czytać ani pisać. Ks. Jan Maria spraszał dzieci w miesiącach słotnych i zimowych, gdy już nie miały pracy w polu przez cały tydzień, a nawet w niedziele po południu. Efektem tego, było, iż dzieci z Ars najlepiej umiały katechizm, co stwierdził biskup w czasie bierzmowania. Był niezwykle wymagający przy nauce katechizmu. Kolejnym polem działania proboszcza z Ars było głoszenie kazań. Początkowo długo przygotowywał się do kazań, pisał je i prawie na pamięć się ich uczył. Nie zawsze jednak potrafił wszystko zapamiętać, więc z czasem zaczął mówić to, co mu z duszy wychodziło. Mówił prosto, choć z przekonaniem i często otwarcie gromił występki i grzechy. Posłuszny wskazaniom Soboru Trydenckiego wykładał wiernym często części Mszy św., dużo mówił o sakramentach.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 12

Rok Kapłański, cz. 11

PRZYBYCIE DO ARS.

Wkrótce po śmierci ks. Balley’a grono parafian z Ecully przedstawiło w Kurii Arcybiskupiej prośbę, by proboszczem został umiłowany przez nich ks. Vianney, ale bez skutku. Proboszczem został ks. Tripier, a Ks. Jan Maria Vianney został przeznaczony na lokalnego kapelana do małej i biednej wioski Ars liczącej zaledwie 230 mieszkańców. Wikariusz generalny, podpisując dekret mianujący go na to stanowisko, powiedział: „Miłość ku Bogu nie bardzo kwitnie w tej parafii; ty ja tam zaszczepisz”. Ks. Vianney zapewnił, ze niczego innego nie pragnie. Dnia 9 lutego 1818 r. z samego rana ks. Vianney ruszył w drogę do Ars. B

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 11

Rok Kapłański, cz. 10

WIKARIAT W ECULLY

Po święceniach młody kapłan powrócił do Ecully. Przypadłszy swemu staremu, umiłowanemu nauczycielowi, ks. Balley, do kolan i otrzymawszy od niego błogosławieństwo, ks. Vianney z radością przyjął wiadomość, że Kuria Biskupia zgodziła sie dać ks. Balley pomocnika wikarego, a miał być nim nie kto inny, jak właśnie nowo wyświęcony ks. Jan MariaVianney! Parafianie w Ecully podzielili radość swojego proboszcza. „Ks. Vianney” – mówili między sobą – ” już był nam zbudowaniem wówczas, gdy wśród nas odbywał namuki, cóż dopiero będzie teraz, gdy został księdzem”. Pierwsza czynność ks. Vianney datuje się 27 sierpnia 1815 roku – był to chrzest. Kilka miesięcy później otrzymał nawet władzę słuchania spowiedzi, a pierwszym penitentem, który uklęknął przed młodym kapłanem był jego dotychczasowy spowiednik, ks. Balley, który znowu wstawił się za swoim umiłowanym uczniem u wikariusza generalnego. Szukając dla siebie nowego przewodnika duchownego, ten surowy i uczony duszpasterz, nie znalazł nikogo bardziej godnego, jak tego dawnego pastuszka, który z takim trudem dochodził do łaski święceń. Skoro w parafii dowiedziano się, ze ks. Jan Maria może już spowiadać, konfesjonał był ciągle oblężony, a chorzy prawie wyłącznie jego wzywali. Dla nawału pracy duszpasterskiej zaniedbywał niekiedy posiłku, co z czasem miało wejść w nawyk! Korzyści z pracy duszpasterskiej od razu były znaczne, bo wielu, którzy swoim postępowaniem gorszyli dotąd innych, pod wpływem młodego wikarego zmieniali swój tryb życia. Do katechizacji przygotowywał sie solidnie, a co mniej zdolnych sam prywatnie uczył. Na ambonie mówił zwięźle i jasno. Młody kapłan twardo jednak głosił prawdy i śmiało karcił występki, a Ecully wcale nie należało do oazy doskonałości. Rewolucja pozostawiła tam niejedną nędzę moralną, a sąsiedztwo wielkiego miasta sprzyjało rozluźnieniu obyczajów. Nawołując do czystości i doskonałości życia chrześcijańskiego, sam dawał przykład. Jako młody, trzudziestoletni kapłan odznaczał się przedziwna skromnością, prostota i dobrotliwością wobec wszystkich. Jeden z kapłanów potwierdził, iż ks. Vianney zwierzył mu się, że był wolny od pokus przeciw cnocie czystości na skutek uczynionego ślubu, gdy był wikariuszem w Ecully. Choć utrzymanie w Ecully było nader skromne, ks. Vianney prawie wszystko przekazywał ubogim, często odstępował im nawet własne ubranie.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 10

Urodziny Księdza Proboszcza

Ks. Edward SłupikWe wtorek 29 września urodziny obchodził nasz Ksiądz Proboszcz Edward Słupik. Pamiętaliśmy o nim w modlitwach, szczególnie uczestnicząc we Mszy świętej sprawowanej w jego intencji. Ksiądz  Proboszcz dziękował Bogu za dar życia i kapłaństwa.
Urodzinowa Msza Święta była okazją, aby złożyć naszemu Duszpasterzowi szczere życzenia, okazać wdzięczność i życzliwość parafian. Wiele było pięknych słów i kwiatów, jednak najważniejszym darem była modlitwa i Komunia Święta ofiarowana w jego intencji.
Składamy serdeczne podziękowania za pracę duszpasterską w naszej parafii i życzymy Księdzu Proboszczowi obfitości Bożych darów oraz radości płynącej ze służby Bogu i ludziom.

Rok Kapłański, cz. 9

OD SUBDIAKONATU DO KAPŁAŃSTWA

Można poetycko powiedzieć, ze Boski Rzeźbiarz przez upokorzenia i trudności dostatecznie już ukształtował duszę naszego Bohatera  i wybiła dla niego wreszcie  upragniona godzina święceń. Na miesiąc przed święceniami Jan Maria powrócił do seminarium św. Ireneusza w Lyonie, by w skupieniu wysłuchać nauk o przyszłych święceniach i odbyć rekolekcje.Władze diecezjalne dyspensowały go od czasu między poszczególnymi święceniami i 2 lipca 1814 r. w uroczystość Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny otrzymał razem wszystkie  niższe święcenia i pierwsze ze święceń wyższych – subdiakonat. Jakże radosne „Te Deum” rozbrzmiało na probostwie w Ecylly!

Ponieważ ks. Balley odpowiadał za swojego protegowanego, pozostawiono go prze rok szkolny 1814/1815 na probostwie w Ecully. Było to szczęśliwe zrządzenie Opatrzności, bo w seminarium więcej zajmowano się politycznymi wydarzeniami związanymi z historią Napoleona, niż teologią. Dopiero pod koniec maja 1815 r. Jan Maria wrócił do seminarium i 23 czerwca, już po ostatecznej klęsce Napoleona pod Waterloo, otrzymał święcenia diakonatu z rąk Biskupa Simona z Genobli w zastępstwie kardynała Fesch’a, przebywającego na wygnaniu. Starania troskliwego nauczyciela Jana Marii, ks. Balley, a także i rozgłos cnót nowego diakona sprawiły, że zaczęto mówić o przedstawieniu go do święceń kapłańskich. Po raz drugi Jan Maria został poddany egzaminowi kanonicznemu na probostwie w Ecully i obecny na nim wikariusz generalny, ks. Bochard, stwierdził z radością, ze nasz teolog rzeczywiście poczynił w ciągu roku duże postępy w nauce.  Przeszło godzinę egzaminował go z najzawilszych kwestii z teologii  i zupełnie był zadowolony z jego odpowiedzi, a nawet zdumiony, ze młody diakon odpowiadał tak jasno i dokładnie. Postanowiono więc, że po odprawieniu rekolekcji uda się on do Grenobli, gdzie otrzyma święcenia kapłańskie.

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 9

Rok Kapłański, cz. 8

W SEMINARIUM WIĘKSZYM W LYONIE

Janowi Marii Vianney nie bardzo wiodło się na filozofii. Wykładano ja w duchu Kartezjusza i według metody dawnej Sorbony, więc wydawała się mu ona zimna, nudna i bezduszna. Ucieszył się, gdy w lipcu 1813 r. mógł wrócić na wakacje do Ecully do ukochanego nauczyciela ks. Balley’a. Spędził z nim ten czas na przygotowaniu do seminarium większego i były to najmilsze wakacje i ostatnie w całym jego życiu.Wyjechał więc do Lyonu do seminarium prowadzonego dawniej przez Księzy Sulpicjanów, a teraz przez księży diecezjalnych. Również i tam Jan Maria dał się poznać, jako kleryk skromny, pobożny. Niestety w dalszym ciągu miał kłopoty z nauką, nie rozumiał bowiem łaciny, w którym to języku prowadzono wykłady. Przełożony seminarium, ks. Gardette, zainteresował się tym starszym seminarzystą, którego pobożność i prawie bohaterska pilność były mu znane. Dał mu korepetytora i opiekuna do nauki, i skoro rozmawiali po francusku, Jan Maria potrafił wszystko zrozumieć i dać trafne, pełne zdrowego rozsądku odpowiedzi.
Jeden z profesorów dawał mu też dodatkowe lekcje aby nadrobić opóźnienia w nauce. Dzięki temu nauczaniu dostosowanemu do poziomu jego zdolności Jan Maria mógłby nabyć w seminarium wystarczających wiadomości, niestety łacina była językiem oficjalnym na lekcjach i egzaminach i profesorowie wiedzieli, że sobie nie poradzi. Wreszcie nadszedł ten straszny dzień, kiedy poradzono mu, by wystąpił z seminarium.

 

Czytaj dalej Rok Kapłański, cz. 8